Relacje z imprez
Transformacja oczami świadków
26 listopad 2010
Jaki był PRL, zwłaszcza w swoim ostatnim stadium? Jakie są nasze wspomnienia sprzed trzech dekad, kiedy to byliśmy świadkami i uczestnikami historycznych przemian w naszym kraju? Czy na PRL można z dzisiejszej perspektywy patrzeć z przymrużeniem oka? Na te, i wiele innych pytań odpowiadali aktorzy Teatru Polskiego z Bielska Białej w sztuce pt: „Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami”, która wystawiana była w Strzeleckim Ośrodku Kultury w poniedziałek, 22 listopada.
Sztuka opowiada o grupie młodych ludzi, którzy żyjąc w schyłkowym okresie Polski Ludowej próbują snuć już zupełnie inne plany i marzenia niż pokolenie ich rodziców. Jesteśmy świadkami sytuacji o różnym zabarwieniu emocjonalnym: od komicznych po całkowicie dramatyczne, co wynika z decyzji podejmowanych przez bohaterów. W sztuce nie ma postaci głównych, bo chociaż wszystkie osoby mają swoje imiona, to w warstwie fabularnej stanowią całość jako grupa.
Razem próbują zamanifestować swoją postawę wobec komunizmu zawiązując grupę dywersyjną, razem wyjeżdżają do Berlina – chociaż do końca nie wiemy czy w rzeczywistości, czy w marzeniach. I momentami nie wiadomo było do końca: śmiać się, czy raczej żałować bohaterów. Jak chociażby dziewczyny, która wylądowała na Sankt Pauli w Hamburgu licząc na zrobienie wielkiej kariery aktorskiej. Skąd wziął się w ogóle pomysł takiej sztuki, takiej retrospektywnej podróży w czasy PRL-u tłumaczyła w ostatniej scenie Jadwiga Grygierczyk, i jej słowa można w zasadzie streścić w jednym zdaniu: „My jeszcze tutaj jesteśmy”. Mowa o pokoleniu, które w Polsce Ludowej dorastało, żyło, i które nie przyjmuje do wiadomości, że cały ten okres powinno wymazać się z pamięci i historii Polski. – Bo nie można wymazać faktu istnienia milionów Polaków, którzy w tamtej Polsce urodzili się, wychowali, zdobyli wykształcenie – mówiła. – Można nie zgadzać się z obowiązującą wówczas ideologią, ale nie sposób zapomnieć, że tak jak i teraz ludzie pracowali, chodzili do szkół, codziennie znosili trudy niełatwej egzystencji. Skoro ktoś domaga się wykasowania PRL-u z historii Polski, to równocześnie skazuje na nieistnienie kilku pokoleń mieszkańców naszego kraju. A na to naszego przyzwolenia nie ma – my nadal tutaj żyjemy.
Razem próbują zamanifestować swoją postawę wobec komunizmu zawiązując grupę dywersyjną, razem wyjeżdżają do Berlina – chociaż do końca nie wiemy czy w rzeczywistości, czy w marzeniach. I momentami nie wiadomo było do końca: śmiać się, czy raczej żałować bohaterów. Jak chociażby dziewczyny, która wylądowała na Sankt Pauli w Hamburgu licząc na zrobienie wielkiej kariery aktorskiej. Skąd wziął się w ogóle pomysł takiej sztuki, takiej retrospektywnej podróży w czasy PRL-u tłumaczyła w ostatniej scenie Jadwiga Grygierczyk, i jej słowa można w zasadzie streścić w jednym zdaniu: „My jeszcze tutaj jesteśmy”. Mowa o pokoleniu, które w Polsce Ludowej dorastało, żyło, i które nie przyjmuje do wiadomości, że cały ten okres powinno wymazać się z pamięci i historii Polski. – Bo nie można wymazać faktu istnienia milionów Polaków, którzy w tamtej Polsce urodzili się, wychowali, zdobyli wykształcenie – mówiła. – Można nie zgadzać się z obowiązującą wówczas ideologią, ale nie sposób zapomnieć, że tak jak i teraz ludzie pracowali, chodzili do szkół, codziennie znosili trudy niełatwej egzystencji. Skoro ktoś domaga się wykasowania PRL-u z historii Polski, to równocześnie skazuje na nieistnienie kilku pokoleń mieszkańców naszego kraju. A na to naszego przyzwolenia nie ma – my nadal tutaj żyjemy.











